Dzień dobry. Ci z Państwa, którzy znają moje artykuły, na ogół widzieli je na portalu "Wolny Czyn". Ale wielu nie ma czasu na tradycyjne artykuły i filmy. By do nich trafić, trzeba krótkich komentarzy. Komentarzy: do spraw bieżących; częstych i wreszcie - subiektywnych. Moim zdaniem, to klasyka blogowania. Subiektywna jest tu i treść, i tematyka. Zapraszam

czwartek, 10 października 2013

Pacewicz i bocian

Komentujemy złośliwie…

Pacewicz i bocian


Nieoceniony portal wpolityce.pl odnalazł:

Świetny materiał poglądowy o wiedzy Gazety Wyborczej i red. Pacewicza „o Polsce i świecie współczesnym”.  Podpowiedzmy im, że przyrost naturalny dokonuje się poprzez bociany. Kiedy taki pan z panem i pani z panią są grzeczni, to wtedy oprócz krasnoludków, sierotki Marysi - przylatuje też do nich taki bocian, a wtedy mogą mieć nowego dzidziusia. (mc)

czwartek, 26 września 2013

Notuję złośliwie

Nieceniony portal wpolityce.pl informuje:
Nie rozumiem zupełnie, o co ten hałas z wyprawą Platformy Zamachowców na grzyby. Pomysł należy poprzeć. Niech jedzie... I już nie wraca ;-))
Platfusom warto podpowiedzieć, że najlepsze grzyby są na placu Pigalle ;-)) 
Notuję złośliwie...

Artykuł z dzisiejszego wydania wpolityce.pl:

Powinno być chyba: o ile nie stanie się nic dobrego?...

czwartek, 12 września 2013

Notuję złośliwie...


Nie rozumiem tylko, czemu portal wPolityce.pl obraża nas określeniem "polski" sąd? Sądów w Polsce nie ma od roku 1939!

wtorek, 10 września 2013

Notuję złośliwie...
Pewne braki. No tak. Słusznie. Zabierzcie sobie pomnik waszych Ojców z Ossowa i pomnik NKWD z Katowic ;-)

poniedziałek, 9 września 2013

Notuję złośliwie...
Gdzie polscy kapo z Auschwitz?
Wybornie sprawę ścigania zbrodniarzy ostatnio stawia portal wPolityce.pl:
Faktycznie… Co za zgroza!
By Niemcom dorównać, musimy zaraz złapać i postawić przed sądem własnych trzydziestu byłych strażników z Auschwitz!


Dalszy ciąg ponurej groteski pod tytułem "Śledztwo zamachowców". 9 września portal wpolityce.pl informuje (tutaj) o kolejnej wyprawie Andrzeja Seremeta do Moskwy. Miał tam pytać o termin zwrotu wraku Tu-154, przetrzymywanego w Rosji w interesie swego rządu prawdziwego. Najbardziej jednak groteskowo brzmi zakończenie notatki: 
Uczestnicy dyskutują m.in. o tym, jakich norm moralnych musi przestrzegać prokurator w relacjach z władzami, policją, przestępcami, osobami poszkodowanymi, mediami i społeczeństwem obywatelskim. Konferencję zatytułowano "Prokurator a prymat prawa".
Kto jak kto, ale przedstawiciele Trzeciej Rzeszy o normach moralnych dyskutować nie mogą.
A prokuratorzy zwłaszcza.

sobota, 29 czerwca 2013

Wenderlich o swoich ojcach, swoich matkach, i swoich nauczycielach

Notujmy. W wypowiedzi dla onet.pl o nadanej również w Polsce hitlerowskiej propagandówce "Nazi Matki, Nazi Ojce" przedstawiciel partii komunistycznej Jerzy Wenderlich o Polsce Podziemnej: Nie ma co ukrywać też tego, co było w tamtym czasie chwastem z polskiej strony. Od gloryfikacji hitleryzmu i oplucia Polski Podziemnej i potępienia Polnische Banditen Wenderlich przechodzi do Zygmunta Baumana, funkcjonariusza NKWD, zbrodniarza i mordercy Polaków: Przed każdym, kto myśli w sposób tak niezwykły, kto dodaje przy tym chwały Polsce trzeba czapki z głów zdejmować, a jeśli już nie, to przynajmniej docenić wielkość postaci, bardzo moralnej i pełnej honoru. Całość tutaj. W jednym trzeba się z komunistą Wenderlichem zgodzić: w rzeczy samej Bauman myśli w sposób niezwykły. Całkiem jak Wenderlich zresztą. 
A czy obu tych panów urodziła jakaś kobieta?

zdjęcie J. Wenderlich za wenderlich.pl

środa, 26 czerwca 2013

Mobilizacja podszyta służbami? Niewątpliwie!

Profesor Jadwiga Staniszkis 13 czerwca na portalu Wirtualnej Polski opublikowała felieton („Jadwiga Staniszkis: czy istnieje groźba faszyzmu w Polsce?”) o tym, dlaczego Polska nie potrzebuje ruchu narodowego. Wedle WP profesor powiada, że wszelkie „przejawy tendencji faszystowskich” są anachronizmem, który nie ma szansy na szerokie przyjęcie. Długie płaszcze z paskiem, ulizane fryzury a la przedwojenne żigolaki, czarne koszule i łyse głowy to śmieszne (choć czasem groźne – bo poszukujące wroga) relikty. Czy ktoś z Państwa widział gdzieś (poza urojeniami Gazety Wyborczej) owe „tendencje faszystowskie”? Albo „długie płaszcze”? „Ulizane fryzury”? Może tylko ja mam wrażenie, że pani profesor nie oddycha już tlenem, albo upaliła się jakimiś ziołami?
I wreszcie pani profesor baje (wg Wirtualnej Polski „przypomina”): Pamiętamy przecież, że mobilizacja anty Traktat Lizboński 4 lata temu była podszyta służbami specjalnymi! Nie będę niegrzecznie przypuszczać, że referendum w sprawie rezygnacji z niepodległości (tzw. traktatu lizbońskiego) w Polsce nie odbyło się by ukryć proporcje Polski do Antypolski; nie mam złudzeń, że ostatnia miała wtedy przewagę. Ani tym bardziej by zapewnić pani Profesor możność kolejnych opowieści ziołowych. Może i ja to i owo przypomnę. Traktat lizbński odrzuciła Irlandia, co eurokratów zmusiło do ponowienia tam referendum w tej sprawie; organizacji referendum żądało (bezskutecznie) 82% Brytyjczyków; referendum chciało (bezskutecznie) 70% mieszkańców pięciu największych krajów „starej Unii” (wg Financial Times). Przeciw traktatowi była większość Francuzów (niewielka, bo 53%). W Polsce przewaga zwolenników rezygnacji z niepodległości też była niewielka (52%).
Mimo mobilizacji (merdiów) wrogich niepodległości.
Owszem, mobilizacji podszytej służbami specjalnymi Antypolski.

piątek, 14 czerwca 2013

Frontmenka w Chinach

W czasie okupacji (tej 1939-1945) wybitny prozaik Bruno Schulz pewien czas ratował życie malując obrazy dla chroniącego go esesmana. Wokół wojna, terror, łapanki, obozy. A ten maluje i maluje... Niestety do czasu. Grubo upraszczam i nie chcę dworować z tej tragedii; jednak nieuniknione są porównania.  I tak, przetoczyła się fala komentarzy na temat wizyty Ewy Kopacz w Chinach rozpoczętej w rocznicę Tiananmen 4 czerwca. W komentarzach nawet osób w miarę przytomnych - nie mówię o zawodowych politrukach Trzeciej Rzeszy Pospolitej, płatnych właśnie od braku przytomności - dominuje krytyka wyboru tego terminu i złośliwostki, czy to my Chiny, czy Chiny nas mają uczyć między innymi praw człowieka. Śmieszne te komentarze. Polonocentryczne. Komentatorów otaczają miliony poszkodowanych przez łajdacki wymiar niesprawiedliwości (kilka milionów niesprawiedliwie skazanych). Liczba skazanych do oskarżonych i liczba pozwów przeciw Skarbowi Państwa odrzuconych przez atrapy sądów zbliża się do 100 procent. O czym niby Trzecia Rzesza Pospolita ma pouczać komunistyczne Chiny? W czym jest od nich lepsza? W ochronie praw człowieka? W tym akurat  jesteśmy w jednej lidze z Północną Koreą, a nie Chinami. A nasi drodzy komentatorzy jak zwykle jakby nie wiedzą, na jakim świecie żyją; wybudują im przed nosem obóz koncentracyjny, a ci pieć będą o powszechnej szczęśliwości i państwie prawa. Ba! Z Polski salwowało się ucieczką kilka milionów ludzi, ilu dokładnie - nie wiemy. Polska krwawi ludźmi. Polska straciła więcej ludzi niż w wojnie światowej (może jeszcze nie tej drugiej, ale idziemy w tym kierunku). A ci dalej swoje o demokracji, prawach człowieka, ple ple, bla bla...  Jak kiedyś Bruno Schulz (powiedzmy) nie widzą co ich otacza, a mimo tej komicznej pozy chcą pouczać innych.
Ale w tym wpisie ja właściwie nie o tym. Otóż tak się składa, że w latach 90-tych bywałem w Chinach. Do dziś ukazuje się tam w języku angielskim gazeta "China Daily", czyli dziennik chiński. Ciekawa nie była, objęta cenzurą, ale na bezrybiu i rak ryba. Kiedyś pojawiła się informacja o procesie w aferze korupcyjnej w jednej z prowincji. Śledztwo objęło kilka tysięcy podejrzanych urzędników i partyjnych notabli, z czego kilkuset aresztowano, a kilkudziesięciu skazano na śmierć i publicznie stracono na stadionie. Znajomi skomentowali to w tym duchu, że co chcesz, to są Chiny, to są właśnie problemy w skali chińskiej...
Od lat 90-tych Chiny mogły się zmienić. Trudniej o zmianę mentalności kształtowanej takimi wydarzeniami. Poza tym w odróżnieniu od polskich dziennikarzy, przynajmniej część chińskich rozmówców mogła być dobrze poinformowana o rzeczywistości w Polsce. Tak jak Barack Obama, który też mógł wiedzieć, że medal dla Jana Karskiego odbierze szczęśliwy właściciel dwu pseudonimów operacyjnych. Dlatego dla mnie Ewa Kopacz w Pekinie wygląda groteskowo nie tylko przez niedorzeczne akurat z jej strony moralizatorstwo, jej opowieści o cudach na kiju, o prawach człowieka akurat w zabijanej Polsce - ale i dlatego, że ta dobrze poinformowana część chińskich rozmówców rozmawiając z nią musiała myśleć, że oto pani ta, nawet i bez pseudonimów operacyjnych, to jednak reprezentuje niemożliwą w Chinach partię - która w Chinach byłaby w cholerę wyaresztowana jeszcze przed założeniem.
A jej przywódcy trafili na stadion.

sobota, 8 czerwca 2013

Szlag trafia medialnych zomowców ;-))


Pamiętacie państwo, jak Fajnopolacy (ci od niejadalnego Morła) nie tak dawno udawali luz i spontan by na jednym tchu grozić procesami tym, co śmią dworować z ich fałszu, głupoty i nadęcia? Ubaw był przedni. Właśnie mi się przypomniał. Oto przejrzałem treści, jakie o Mierniku Tortowym ;)) wydzielili z siebie medialni zomowcy: Żakowski, Wołk, Passent, i inni. Zwykle tego unikam; nie dlatego, by unikać pola rażenia w/w, albo ciosu medialną pałą. Chodzi raczej o to, że nie lubię widoku ledwie zipiących pod warstwami pudru kokot; innymi słowy, idzie jak zwykle o "potęgę smaku". Dziś jednak zrobiłem wyjątek - trochę z głupia frant, a trochę usiłując ustalić, która kokota pierwsza wypowie kwestię, a która kwestię przejmie cytując tę  pierwszą; i w końcu na ile na tym gdakaniu opiera się wypowiedź towarzystwa wzajemnej adoracji sędziów "Justysia" i Krajowej Rady Sądownictwa, co to od 5 lat nie uwzględniła ani jednej skargi polskich podludzi. Innymi słowy, czy bek najpierw wydaje, na przykład, Żakowski, a za nim powtarza Justysia, czy vice versa. Mam wrażenie wymienności i braku indywidualności po stronie antypolskiej, całkiem jakby trafić między Tatary z Trylogii; i może właśnie dlatego nie udała mi się realizacja tego ambitnego planu. Ale prócz braku osobowości rzuca się też w oczy agresja, frustracja tych Tatarów: "zamach na państwo", "więcej niż skandal", "jest tortem rzuconym w twarz nam wszystkim", "wzywam do surowego karania", "w sposób radykalny, brutalny, zdecydowany"... Wyżej dwie wyborne wypowiedzi uczestników sabatu w GazWybie. Nieprzeliczone dzieci Soso (Kaczmarski) pamiętają też, by okazać swe wykrzywione wściekłością buźki, których tu nie zreprodukuję ze sławetnej przezorności procesowej. Kontrastuje z tym nastrój dzisiejszej radosnej majówki przed komendą policji w Będzinie. I twarz Zygmunta Miernika, na przykład niżej. 

Dobry humor jest zaraźliwy. Śmiejmy się więc!

piątek, 7 czerwca 2013

Co dalej z Miernikiem?

Dziś na 11 Zygmunt Miernik - na którego wczoraj jeszcze trwać miała "obława" ;-)) - został telefonicznie wezwany na policję w Będzinie gdzie mieszka. Usłyszał zarzuty związane z domniemanym rzuceniem tortem w Annę Wielgolewską, która jako sędzia z Sądu Okręgowego w Warszawie pozorowała proces Czesława Kiszczaka, jednego z dwu zbrodniarzy wszechczasów w Polsce - polskiego Himmlera, a swego de facto patrona. Wielgolewska zapewniła zbrodniarzowi bezkarność. Szerzej o procesie polskiego Himmlera napiszę na portalu Wolny Czyn i tym blogu w najbliższym czasie. Relacja filmowa z Będzina pojawi się dziś w nocy lub jutro na kanale Wolny Czyn w YouTube.
A tu i teraz tylko krótka notatka, co dalej w sprawie Zygmunta Miernika. Przyznam że gdy dobiegły mnie echa wczorajszej medialnej nagonki na mego przyjaciela, zmontowane zdjęcia itd. - wczoraj zrazu przypuszczałem, że zostanie aresztowany. Okazało się, że nie. Targowica woli zostać przy swym sprawdzonym sposobie działania i nie nakręcać sprężyny. A więc kilka miesięcy zajmie wyznaczanie obrońcy i przesyłanie wezwań. Kilka dalszych miesięcy prokuratura będzie zastanawiać się, jak by tu zapisać filmy z YouTube, a jeśli zapisać to jak, na co, itd. Kilka miesięcy zajmie też przesyłanie papierów w samym Sądzie Okręgowym w Warszawie, tym samym co już wczoraj Miernika skazał (o czym pisałem wczoraj) - gdy jego "anonimowi sędziowie" w wypowiedziach dla Wirtualnej Polski łamiąc zasadę domniemania niewinności zapewnili, że do przestępstwa "doszło" (NB. Miernik ma teraz wszelkie podstawy żądać, by proces przez te wypowiedzi nie odbył się w Warszawie). A sam proces? Pewnie rozpocznie się za jakieś 1,5 roku, może 2 lata, gdy wszyscy zapomną już, czego miał dotyczyć.
Właściwie i tak szybciej, niż proces polskiego Himmlera.

czwartek, 6 czerwca 2013

Zachęta dla świata przestępczego?

W relacji "Wirtualnej Polski" z "protestu tortowego" (tutaj) znajdujemy takie szczegóły: 
Sędziowie sądu podkreślali, że doszło do przestępstwa ataku na funkcjonariusza publicznego wykonującego swe obowiązki. - To może być zachęta dla świata przestępczego - dodał jeden z sędziów.

Rzeczniczka SO sędzia Agnieszka Domańska powiedziała, że incydent będzie całościowo wyjaśniany (...) Dodała, że jest za wcześnie by przedstawić precyzyjną kwalifikację czynu, która będzie zaprezentowana w zawiadomieniu do organów ścigania; może to być albo znieważenie funkcjonariusza podczas czynności służbowych, albo próba wywarcia przemocą nacisku na czynności organu urzędowego - zaznaczyła Domańska.
"Doszło" do przestępstwa? Czy też "incydent będzie całościowo wyjaśniany"? 
Czas przyszły, czy czas przeszły dokonany?
Czy "sędziowie sądu" gotowi są podpisać się pod wypowiedzią, że "doszło"?
A może Marek Celej, sędzia tego sądu, wyjaśniłby jeszcze publicznie jakieś właściwości Adama Słomki? Jeśli tak mu spieszno, to może przestanie się dziwić, gdy usłyszy o właściwościach swoich własnych, Celejowych? 
Sprawiedliwie trzeba przyznać A. Domańskiej, że w odróżnieniu od anonimów zachowała się właściwie. Nie dziwi też pragnienie anonimowości rozmówców WP. Akurat bowiem sędzia nie może opowiadać - to zasada domniemania niewinności - że doszło do przestępstwa przed prawomocnym orzeczeniem sądu w danej sprawie. W tym wypadku nie ma "orzeczenia", ani prawomocnego, ani nieprawomocnego, a w czasie w którym WP zapisała (podobno) wypowiedzi anonimowych rozmówców - żaden dzielnicowy nawet nie zaczął dochodzenia. 
Sędzia łamiący zasadę domniemania niewinności narusza - a co, zażartujmy sobie - standardy etyczne swego zawodu. Niech no zgadnę: teraz albo pan sędzia Celej, co tak piętnował atak na "niezawisłość sądu" (sic), albo bohaterska Krajowa Rada Sądownictwa zwróci się do Wirtualnej Polski o udostępnienie danych sędziów, co to anonimowo naruszyli standardy etyczne?
Czy to jest ta sama Krajowa Rada Sądownictwa, co według własnych informacji, na 8619 skarg na działalność sądów nadesłanych od roku 2007 nie wszczęła postępowania w ani jednym przypadku

Czy Rosjanie chcą zabić Miernika?

Przeglądam właśnie relacje z wczorajszej "tortowej" rozprawy Kiszczaka. Byłem na sali sądowej i obsługiwałem jedną z kamer - film zobaczyć można tutaj. Film obejmuje całą pierwszą część posiedzenia aż do czasu wyjścia sędzi, a więc teoretycznie i moment rzutu tortem i chwilę potem. Tortu na filmie nie ma, niestety. Można to wyjaśnić w ten sposób, że choć odwróciłem kamerę za wychodzącą sędzią, od obiektywu zasłoniły ją plecy licznie tam zebranych dziennikarzy, a więc "tłum". Tłum. Co poradzę. Niestety. Sory Gregory. Ujęcie nie wyszło. Tymczasem przeglądam Nowy Dziennik a w nim artykuł z takim oto zdjęciem, podpisanym "Marek Borawski/Nasz Dziennik":
Powyżej tłumu żadnego nie widać. Co więcej, na tym zdjęciu ręka z tortem jakby może wziąć zamach. Uważam, że to fotomontaż, fałszywka: nie mogło to mieć miejsca, bo na moim zdjęciu w tym miejscu stoi tłum ludzi, dziennikarzy, których na zdjęciu powyżej nie ma. Osoba która rzekomo tu obrywa tortem jest też jakby wycięta z innego zdjęcia, o innym oświetleniu. 
Na ujęciu z drugiej kamery (tutaj) rzutu tortem też nie ma.
Po wyjściu z sądu spotkałem dobrze mi znanego Zygmunta Miernika. Rozmawiając z kimś przez telefon zaprzeczył, by miał rzucić w kogoś tortem. Jego reakcję potwierdza Andrzej Słonawski z "3 Obiegu": Jak wszyscy niewidzący i niesłyszący przedstawiciele tzw. Temidy. Rozpędzona, rozhisteryzowana, nie trzymająca fasonu, wpadła w biegu na wyciągnięty w ręku tort, który przeznaczony był na fetę po sprawiedliwym rozstrzygnięciu (tutaj). 
Nie wiem, kiedy Zygmunt miałby udzielić wywiadu dla NGO (tutaj). Zdjęcie pochodzi z jakiegoś innego dnia (Zygmunt ubrany jest inaczej). Najpierw razem jedliśmy truskawki, potem Zygmunt czekał na kolegę który z Warszawy do Warszawy wybrał się przez przysłowiowy Kraków - a jednak jakoś dotarł (cud że tego samego dnia). Ja też czekać próbowałem, ale niedoczekanie... W końcu koło północy odebrałem telefon znajomej z pytaniem, gdzie jestem. Gdy odpowiedziałem, że w domu usłyszałem, że miałem dużo szczęścia, bo Zygmunt z Warszawy do domu na Śląsku też wybrał się przez Kraków; i że Zygmunt tam właśnie, czyli w Krakowie, teraz jest. 
Z samego rana tytuł jednego z artykułów to: "Trwa obława na Zygmunta Miernika"!
Może to dziennikarska przesada? Dzwonię więc do Zygmunta. Nie odbiera. Ciekawe czy wie, że wczoraj rzucił w sędzię tortem biorąc ręką zamach możliwy tylko na fotomontażu i że w związku z tym niemożliwym zamachem ręką - obecnie w najlepsze trwa na niego "obława" Sowietopolaków.
W radio podobno - sam tego nie słyszałem - już uznali go winnym i skazali. Rok więzienia. Nie wiem w jakim radio, nie słucham szczekaczek.
Wszystko to może byłoby ciągiem śmiesznych nieporozumień. Ja jednak martwię się o przyjaciela. Nie dalej jak 4 czerwca wystąpił w Katowicach na innej rozprawie, własnej. W Katowicach Sowietopolacy oskarżają go o... rozbrajanie milicjantów (relacja: tutaj). Z absurdu tego podobno już wycofali się (i zmienili na jakiś inny, mniej rażący). Po przekroczeniu jakiegoś progu nie ma już ciągu nieporozumień. Nie ma też śmieszności.
Jest za to nagonka.

wtorek, 4 czerwca 2013

Koszty uboczne?


W doskonałym artykule na temat kosztów pozorowanej "transformacji" - całość polecam tutaj - Jacek Karnowski pisze tak: 
Nie jest prawdą, że Polakom żyje się coraz gorzej. Owszem, żyje się lepiej. Ale koszty uboczne tego, mikroskopijnego ostatnio wzrostu, obciążenie w jego wyniku przyszłych pokoleń, zaniechania inwestycyjne itp., są dla trzymających ster państwa kompromitujące.
Wytłuszczenia ode mnie.
Teoretycznie możliwe jest finansowanie "mikroskopijnego wzrostu" zaciąganiem długów, które "przyszłe pokolenia" płacić będą nie 100, a na przykład 500 lat; ale taką technikę rządzenia raczej wypada nazwać sprzedawaniem przyszłych pokoleń w niewolę i właśnie sprzedawanie ich w niewolę jest skutkiem dla nas najważniejszym, a "mikroskopijny wzrost" skutkiem ubocznym, a nie vice versa, jak to widzi Drogi Autor. Również wspomniana w artykule bariera 67 lat dla potencjalnych emerytów, raz przesunięta, nigdy już nie będzie stała - że będzie dalej rosnąć, nie jest już dla nikogo tajemnicą ("Uzasadniając konieczność podniesienia wieku emerytalnego i ustanawiając go na poziomie 67. roku życia, rząd podparł się prognozami GUS z 2008 roku i Eurostatu z 2010 roku zakładającymi, ze do 2027 roku ludność Polski skurczy się do 37,2 mln. Okazuje się, że te prognozy są już nieaktualne" - zob. całość tutaj). Otóż przymusowa praca do 67, 70 (to już pewne), a potem 80 - a potem do skutku, do śmierci - to definicja ustroju niewolniczego. Definicja nieklasyczna; skądinąd bowiem, niewolnicy historycznie mieli prawa większe niż Polacy współcześnie sprzedani w niewolę. Ale właściwie ja nie o tym. Dla mnie intrygujący powyżej jest ten skrót "itp." Czy "itp" ma ukrywać 1) 6-9 milionów niesprawiedliwie skazanych? 2) więzienia psychiatryczne jako obecnie podstawowy środek karny prokuratury? Akurat dziś filmowałem rozprawę działacza Solidarności oskarżonego o... napaść na policjantów i ich rozbrojenie. Pani sędzia wpadła na pomysł, z Jej punktu widzenia arcysłuszny, aby rozprawę utajnić - usunąć z sali nie tylko dziennikarzy, ale i publiczność! Relacja jest już opublikowana tutaj. A wszystko to z dbałością o symbolikę - w rocznicę 4 czerwca, tak by polscy Untermenschen znali swoje miejsce. Voila. Tyle wart ten ich Dzień Konfidenta. Tyle warta ta ich symbolika. 

Jutro sprawa Kiszczaka!


5 czerwca w Sądzie Okręgowym w Warszawie (Al. Solidarności 127) odbędzie się rozprawa ws. Kiszczaka. Sali jeszcze nie znamy, ale zbieramy się przy szatni na parterze o 11.45.

niedziela, 2 czerwca 2013

Łącza do tematów zakazanych

Do komentarza Cenzura wojenna sprzed chwili dodam łącza do opisanych tam tematów, które nie zaistnieją ani w I, ani II obiegu informacji w Polsce. Oczywiście takich tematów jest więcej.
Jawność rozpraw:
http://3obieg.pl/adam-slomka-aresztowany
http://3obieg.pl/przy-3-maja-o-jawnosci-rozpraw-cywilnych
Psychuszki: 
http://3obieg.pl/3-maja-psychuszki-a-konstytucja
Miliony polskich ofiar wymiaru niesprawiedliwości:
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/index.php/klub-inteligencji-polskiej-walczy-z-bezprawiem/511-miliony-polskich-ofiar-wymiaru-niesprawiedliwosci.html
https://sites.google.com/site/wolnyczyn/aktualnosci/miliony-polskich-ofiar-wymiaru-niesprawiedliwosci

Cenzura wojenna

Szef francuskiego wywiadu w latach 70-tych Aleksander de Marenches twierdził, że dziś wojny toczy się bez wystrzału. Idzie głównie o przejęcie kontroli nad energią, a celem pośrednim i narzędziem wojny jest rozkład społeczny i obezwładnienie w ten sposób napadanych. Przeciw Polsce taką właśnie wojnę prowadzi Trzecia Rzesza Pospolita, co w wyjątkowo przenikliwym artykule opisał Maciej Świrski; artykuł polecam tutaj; a blog autora tutaj. Podkreślam że sformułowania Autora są bardziej od moich wyważone. Z jego wnioskami nie sposób się nie zgodzić. Twierdzi jednak Świrski - to jedna z ciekawszych tez - że rząd najezdniczy represjom wobec patriotów nadaje ostentację po to, by zastraszyć i wymusić uległość pozostałych; że obieg informacji Trzeciej Rzeszy (tej pospolitej) pełni funkcję instrumentu terroru:
Wiedza o możliwościach Systemu ma się rozprzestrzeniać jak najszerzej (...) Terror państwowy w PRL był ukrywany przez cenzurę, poczynania Systemu III RP są jawnie publikowane, właśnie dlatego, żeby lemingi myślały, że System wszystko może. 
Nie ma zgody. Przy pewnej selekcji, w zasadzie "system III RP" swych poczynań nie nagłaśnia. Przeciwnie, ukrywa je skuteczniej niż PRL. Cenzura dziś ma formy bardziej wyrafinowane. Trzy przykłady proszą się same. Ilu z nas wie, że stała się Polska krainą psychuszek o wiele bardziej, niż był nią ZSRR? Ilu wiedziało, że rozprawy - w odróżnieniu od PRL - mogą dziś w Polsce być tajne? Ilu wie, że od 1989 r. wymiar niesprawiedliwości w Polsce - atrapy sądów, niezawisłe na gałęziach - skazał 6 do 9 milionów niewinnych? Gdy (i jeśli) państwo to wreszcie upadnie, miliony lemingów znów trzęsąc się będzie opowiadać, że "nic nie wiedziało". Szczerze. Jak przedtem miliony innych lemingów o obozach koncentracyjnych po upadku innej Rzeszy. Tej tysiącletniej. 
Niepospolitej.

sobota, 1 czerwca 2013

10 lat Tuska...

Media donoszą dziś o okrągłej rocznicy - już 10 lat Donald Tusk kieruje Platformą Targowicy. Wbrew złośliwcom, na pewno przejdzie do historii. Za jego  tytuł do historii, osiągnięcie największe, claim to fame mam rolę w zamordowaniu prezydenta kraju, którego fasadowym rządem Tusk kieruje. Nie tyle zresztą rolę, co współudział; bez aktorów nawet farsa jest nie do pomyślenia, jak i teatrzyk marionetek bez marionetek. Z okazji rocznicy znane postaci złożyły solenizantowi życzenia różne, ale i przewidywalne do bólu. Życzenie by Jego Wieliczestwo już oszczędził nam wstydu, a nawet swego widoku podoba mi się, ale właściwie ja mam odwrotne: nie Polsce i nie mi wstyd przynosi; bo od kiedy Trzecia Rzesza Pospolita to nasze państwo? ;-)) Niech więc sobie Tusk będzie do samego końca, jaki by nie był. Tusku musisz! Wpieriod Polsza, wpieriod ku swym przeznaczeniom! 

czwartek, 30 maja 2013

Prokuratura po złej stronie mocy?


W doskonałym artykule Stanisława Żaryna o rosyjskiej agenturze wpływu w Polsce - tutaj polecam całość (artykułu, a nie agentury ;-)) - znajdujemy taką oto myśl:  
W komentarzach po 10/04 [wskazywano], że polską prokuraturę sprawa smoleńska przerosła (...) Coraz częściej bowiem polska prokuratura wygląda nie jak instytucja, którą zadanie przerosło, ale jak instytucja, które zaangażowała się po złej stronie, po ciemnej stronie mocy. Jak instytucja, która w sposób bardzo sprawny i skuteczny wyprzedała swoje ideały i zaprzeczyła swojej misji.
W okresie Polski Niepodległej (przed 1939 r.) skazanych w sprawach karnych było 70% co było świadectwem paru prostych prawd życiowych, na przykład tej że - jak to w życiu - raz się wygrywa, raz przegrywa. Oczywiście upraszczam, a prawd jest więcej - i nie zawsze są proste. Tymczasem liczba skazań w "Polsce" współczesnej sięga  98,25%. "Prokuratura" (prawie) zawsze wygrywa. Nie wyprzedała więc swoich "ideałów" (????) i nie zaprzeczyła swojej "misji" (???? - jakiej??), gdyż od roku 1939 "ideałów" ani "misji" nie ma. Jeśli piłkarz gra do jednej bramki, to też ani nie ma ideałów, ani misji. W końcu pal je sześć; ale przede wszystkim nikt nie powie, by miał on "grać" i nade wszystko - nie piłkarz to, a przebieraniec. Jak i "prokurator" Polski sowieckiej. 
Dalej: "prokuratura" nigdy nie zaangażowała się po ciemnej stronie mocy, gdyż ciemnej strony mocy nigdy nie odstąpiła. "Sprawa smoleńska" (a po polsku: zamach w Katyniu) nigdy "prokuratury" nie "przerosła" dwojako: raz że nigdy "prokuratura" nie zajmowała się tym, czym agentura powiada, że się zajmuje (wręcz przeciwnie) i dwa - zamach w Katyniu to nieunikniony skutek braku niepodległości, czyli i samego istnienia tej "prokuratury".
Prokuratura nawet inna być nie może. Jej kondycja to nieunikniona pochodna braku prawdziwych sądów. Po upozorowaniu transformacji w 1989 r. każda polityczna "opcja" chciała mieć do dyspozycji dotychczasowe kastety totalitarnego państwa, w tym atrapy sądów i prokurator. Nie dziwmy się więc, że nie ma śledztwa w sprawie zamachu. Atrapy śledztw nie prowadzą, nawet gdyby jednak chciały.
I sprawa ostatnia. Z całą sympatią dla S. Żaryna, ale mimowolnie powiela zmyśloną przez jakiegoś politruka zbitkę "polska prokuratura" (w cytacie nawet dwa razy). "Polska" to prokuratura? Taka ona polska, jak polskie były obozy koncentracyjne. 

Grzegorz Sowa a ZUS

Nieoceniony Stanisław Michalkiewicz opisuje dziś proces, jaki ze Skarbem Państwa przegrał Grzegorz Sowa, przedsiębiorca który chciał rozwiązać.. "umowę" z ZUS-em. Polecam cały artykuł tutaj. W nim taki fragment:  
Sądy są niezawisłe, to oczywiście wiemy - ale przecież pensje sędziowie dostają z pieniędzy zrabowanych obywatelom w podatkach. Trudno zatem wymagać od nich, żeby w takim sporze stanęli po stronie obywatela. 
Ongiś Nasz Dziennik ujawnił, że w 2010 r. Skarb Państwa wygrał 97% procesów, jakie wytoczyły mu "podmioty polskie".  Przypuszczam, że "podmiotom polskim" na ogół nie idzie o - z całym szacunkiem dla Grzegorza Sowy - medialne fanaberie, a o pokrycie szkód powodowanych przez Skarb Państwa. A pozostałe 3 procent to kto? Po pierwsze: więźniowie; masowo składają pozwy o odszkodowania za nieludzkie warunki uwięzienia, a sądy im płacą grosze wiedząc, że w przeciwnym razie ofiary wyprocesują więcej w Strasburgu. Druga grupa to sędziowie. Do tego ci, co wygraną w sądzie zawdzięczają życiorysom (SB, WSI, ostatecznie milicja itd.) Ze "Skarbem Państwa" procesu nie wygra Grzegorz Sowa. Ale i nie wygra nikt inny. 
"Procesy"? "Sądy?" "Niezawisłe"? Owszem. Nie zawisłe. 
Na gałęzi.

36 proc. szlachty w Polsce!

Zdjęcie: Tomasz Adamowicz (Gazeta Polska)

Kłaniam się redakcji Niezależnej.pl, która ma cierpliwość nasłuchu antypolskich szczekaczek. Czasem trafia się coś ciekawego. Oto w debacie na temat - a jakże - "polskiego faszyzmu" Adam Michnik rzecze, że: 
"szczególnie niepokoi go, iż 36 proc. Polaków wierzy, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Zdaniem Michnika poziom tego "irracjonalizmu" jest zagrożeniem dla demokracji". 
Całość artykułu tutaj.
Nie wierzę w te 36 procent głoszone przez stronników rządu zamachowców. Ale i tak mamy postęp. W I Rzeczypospolitej szlachty 10 procent. W czasie Powstania Styczniowego - cytuję z pamięci M. Bobrowskiego - ludzi wolnych (niekoniecznie szlachty) 20 proc. Dzisiejsza szlachta - 36 proc.

środa, 29 maja 2013

W. Sumliński o sukcesach prokuratora Witkowskiego

W artykule Wojciecha Sumlińskiego - polecam tutaj - z tezami znanymi z jego książek o morderstwie na ks. J. Popiełuszce - pojawia się taka irytująca (mnie) myśl: Na dzień przed odejściem z IPN Witkowski uzyskał kolejny wyrok skazujący (...) tym samym podtrzymał pasmo sukcesów trwające nieprzerwanie od 30 lat, w trakcie których oskarżając w ponad 300 sprawach nie poniósł ani jednej procesowej porażki. 
Z całą sympatią dla W. Sumlińskiego, chyba nie wie On, po jakiej planecie chodzi. W okupowanej dziś Polsce liczba wyroków skazujących z oskarżenia publicznego wynosi 98,25% (w okresie niepodległości, przed 1939, było to 70%). Liczbę skazań mamy nie jak na Białorusi, ale w Północnej Korei. Każdy (prawie) oskarżony zostaje skazany. Prokuratorzy nie ponoszą tu "porażek". Analogicznie, wyniki prok. Witkowskiego to nie jego "sukcesy", skoro takie ma (prawie) każdy inny prokurator. Ani jednego uniewinnienia w karierze wskazywałoby raczej, że prokurator ze służbami związany jest ściśle, a nie tylko luźno.
Oczywiście są wyjątki. Kto wie, może nawet wśród prokuratorów?

Podpalanie kraju...

Swój nowy - świetny, polecam tutaj - artykuł Jacek Karnowski tytułuje: "Odmowa koncesji dla Trwam, odrzucenie milionów Polaków (...) będzie podpaleniem kraju".
Przypomina mi się fragment wywiadu-rzeki z Aleksandrem de Marenches, w latach 70-tych szefem francuskiego wywiadu. Opiszę z pamięci. Na pytanie dziennikarki, kiedy wybuchnie III wojna światowa, de Marenches traci cierpliwość i z rozdrażnieniem mówi: "Ależ proszę pani! III wojnę światową Francja toczy od 40 lat!" Owszem - ciągnie de Marenches - po 1945 r. były tu i tam wojny tradycyjne: w Korei, Wietnamie itd. - ale to pojedyncze bitwy. W trwającej od 40 lat III wojnie najważniejsze są źródła energii i wojna (dez)informacyjna zmierzająca do dezintegracji społeczeństw. Wojna prawdziwa trwa dziś bez wystrzału w myśl zasady, że pokój to tylko przedłużenie wojny innymi metodami; zasady jaką Sowieci narzucili Zachodowi.
Sposób myślenia de Marenchesa ma swe słabości. Jednak w tym stylu uważam, że Tusk przez odmowę koncesji "kraju" nie "podpali". Kraj płonie od roku 1944. Lub 1939, zależy jak liczyć.